Rozdział 1
"Strach jest chorobą, gorączką, która przejmuje nad tobą kontrolę"
Z samego rana byłam za bardzo zaspana, żeby myśleć o tym co założyć na siebie. Wyjęłam pierwszą lepszą bluzę i spodnie. W końcowym efekcie wyglądało to tak : KLIK
Pożegnałam się z dziadkami, którzy po moim wyjeździe postanowili zacząć podróżować. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa i pożegnanie nie było takie trudne. Dziadek odwiózł mnie na lotnisko, po 2 godzinach siedziałam już na pokładzie samolotu.
Podróż trwała kolejne 2 godziny. Gdy czekałam na walizkę dostałam smsa od Scoota
"nie dam rady po ciebie przyjechać, ktoś cię odbierze"
Na szczęście wszystkie pozostałe rzeczy wysłałam wcześniej kurierem i nie musiałam męczyć się z walizkami na lotnisku. Wyszłam przed budynek i zaczęłam rozglądać się za kimś znajomym, ale nikogo nie znalazłam. Napisałam wiadomość do Scoota
"już jestem, mam wziąć taksówkę?"
Na odpowiedz nie musiałam długo czekać.
"stój i się nie ruszaj :) zaraz cię znajdzie"
- cześć - usłyszałam delikatny męski głos. Chociaż nie było to najmilsze powitanie jakiego mogłam się spodziewać, moje ciało przeszył dreszcz. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Justina, nie uśmiechał się.. wyglądał jakby był zły, że popsułam mu plany.
- cześć - niepewnie się uśmiechnęłam, próbując rozluźnić atmosferę. Justin nic już nie powiedział, po prostu wziął moją walizkę i poszedł w stromę samochodu. Nie byłam pewna czy kiedykolwiek wcześniej widziałam choć trochę podobne auto.KLIK Moi dziadkowie mieszkali w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znali. Mimo naszej dość dobrej sytuacji materialnej, uczyli mnie żebym nie przywiązywania się do pieniędzy i nie patrzyła na świat przez ich pryzmat. Na wszystko musiałam ciężko pracować.
Obydwoje już siedzieliśmy w aucie, Justin dalej nic się do mnie nie odzywał. Łokieć opierał o drzwi, a palcem wskazującym dotykał czubka nosa zasłaniając sobie część twarzy. Patrzył prosto przed siebie, czułam się trochę speszona jego obecnością i tym, że nie chce ze mną rozmawiać. Miałam wrażenie, że uważa się za lepszego.
- Jesteś głodna? - podskoczyłam do góry, gdy znowu usłyszałam jego głos
- nie - odpowiedziałam najspokojniej jak dało się w takiej sytuacji
- muszę się tobą zaopiekować, dopóki Scoot nie wróci- spojrzał na mnie. Po raz pierwszy poczułam rozluźnienie w jego głosie.
- nie musisz, dam radę - uśmiechnęłam się
- chcesz się przebrać ?
- nie...
Cały dzień Justin jeździł i załatwiał jakieś swoje sprawy. W domu Scoota byłam tylko przez jakieś 5 minut, żeby zostawić walizki. Niestety nie chciał mnie zostawić w domu samej. Po kilku godzinach zauważyłam, że Justin jest smutny i dlatego się nie odzywa. Nie chciałam pytać o co chodzi, bo poznaliśmy się dopiero kilka godzin wcześniej.
Zaczynało się robić ciemno. Justin zaparkował przed dużym szklanym budynkiem, z którego było widać kolorowe światła.
- chodź.. - zgasił samochód i wysiadł. Weszliśmy jakimś bocznymi drzwiami. Od razu usłyszałam głośną muzykę. Na sali było pełno ludzi. KLIK. Przeciskaliśmy się między nimi, aż doszliśmy do loży KLIK w której siedział Khalil i jeszcze 2 chłopaków, których nie znałam. Justin rzucił kluczyki na stolik i przywitał się z każdym po kolei. Byli o wiele milsi niż Justin od razu wyciągnęli rękę, żeby się ze mną zapoznać.
Harry Hudson KLIK
Vini Uehara KLIK
Justin powiedział coś do kelnera i po chwili cały stół wypełnił się kieliszkami z Kamikadze. Zaczęliśmy pić i tańczyć na loży. Wyglądało na to, że wszyscy się dobrze bawili oprócz Justina który siedział i nawet na nas nie patrzył. W końcu podniósł się i złapał mnie za rękę. Przestraszyłam się bo złapał mnie dość mocno. Przestałam tańczyć z Harrym i szybko odwróciłam się w jego stronę. Jego oczy były zaszklone, jakby miał zaraz się rozpłakać. Widziałam, że alkohol już zrobił swoje i nie byłam pewna jak mam się zachować. Przyciągnął mnie do siebie.
- zaraz wrócę, nie ruszaj się stąd- powiedział stanowczo - pilnuj jej - tym razem zwrócił się do Harrego, który był chyba najtrzeźwiejszy z nas. Możliwe, że było to spowodowane jego wcześniejszą chorobą, o której zdążył mi już dużo opowiedzieć.
- cześć - niepewnie się uśmiechnęłam, próbując rozluźnić atmosferę. Justin nic już nie powiedział, po prostu wziął moją walizkę i poszedł w stromę samochodu. Nie byłam pewna czy kiedykolwiek wcześniej widziałam choć trochę podobne auto.KLIK Moi dziadkowie mieszkali w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znali. Mimo naszej dość dobrej sytuacji materialnej, uczyli mnie żebym nie przywiązywania się do pieniędzy i nie patrzyła na świat przez ich pryzmat. Na wszystko musiałam ciężko pracować.
Obydwoje już siedzieliśmy w aucie, Justin dalej nic się do mnie nie odzywał. Łokieć opierał o drzwi, a palcem wskazującym dotykał czubka nosa zasłaniając sobie część twarzy. Patrzył prosto przed siebie, czułam się trochę speszona jego obecnością i tym, że nie chce ze mną rozmawiać. Miałam wrażenie, że uważa się za lepszego.
- Jesteś głodna? - podskoczyłam do góry, gdy znowu usłyszałam jego głos
- nie - odpowiedziałam najspokojniej jak dało się w takiej sytuacji
- muszę się tobą zaopiekować, dopóki Scoot nie wróci- spojrzał na mnie. Po raz pierwszy poczułam rozluźnienie w jego głosie.
- nie musisz, dam radę - uśmiechnęłam się
- chcesz się przebrać ?
- nie...
Cały dzień Justin jeździł i załatwiał jakieś swoje sprawy. W domu Scoota byłam tylko przez jakieś 5 minut, żeby zostawić walizki. Niestety nie chciał mnie zostawić w domu samej. Po kilku godzinach zauważyłam, że Justin jest smutny i dlatego się nie odzywa. Nie chciałam pytać o co chodzi, bo poznaliśmy się dopiero kilka godzin wcześniej.
Zaczynało się robić ciemno. Justin zaparkował przed dużym szklanym budynkiem, z którego było widać kolorowe światła.
- chodź.. - zgasił samochód i wysiadł. Weszliśmy jakimś bocznymi drzwiami. Od razu usłyszałam głośną muzykę. Na sali było pełno ludzi. KLIK. Przeciskaliśmy się między nimi, aż doszliśmy do loży KLIK w której siedział Khalil i jeszcze 2 chłopaków, których nie znałam. Justin rzucił kluczyki na stolik i przywitał się z każdym po kolei. Byli o wiele milsi niż Justin od razu wyciągnęli rękę, żeby się ze mną zapoznać.
Harry Hudson KLIK
Vini Uehara KLIK
Justin powiedział coś do kelnera i po chwili cały stół wypełnił się kieliszkami z Kamikadze. Zaczęliśmy pić i tańczyć na loży. Wyglądało na to, że wszyscy się dobrze bawili oprócz Justina który siedział i nawet na nas nie patrzył. W końcu podniósł się i złapał mnie za rękę. Przestraszyłam się bo złapał mnie dość mocno. Przestałam tańczyć z Harrym i szybko odwróciłam się w jego stronę. Jego oczy były zaszklone, jakby miał zaraz się rozpłakać. Widziałam, że alkohol już zrobił swoje i nie byłam pewna jak mam się zachować. Przyciągnął mnie do siebie.
- zaraz wrócę, nie ruszaj się stąd- powiedział stanowczo - pilnuj jej - tym razem zwrócił się do Harrego, który był chyba najtrzeźwiejszy z nas. Możliwe, że było to spowodowane jego wcześniejszą chorobą, o której zdążył mi już dużo opowiedzieć.
Justina nie było dłuższy czas. Postanowiliśmy z Vinim pójść potańczyć ze wszystkimi. Było już koło północy i byłam już zmęczona, ale dobrze się z nimi bawiłam.
W tłumie zobaczyłam Justina, całującego się z jakąś dziewczyną. Nie mogłam od nich oderwać oczu.
- ma ciężki dzień - powiedział Vini
- to go nie usprawiedliwia... on się prawie z nią kocha przy 2500 tysiącach ludzi.
Zobaczyłam, że ciągnie ją i jakąś jeszcze inną dziewczynę na loże
- muszę się napić
- okej - uśmiechnął się Vini
Obydwie siedziały obok Justina, przytulając się do niego. Khalil też przyprowadził sobie jakąś dziewczynę. Wszystkie były naprawdę ładne. Znowu zaczęliśmy pić. Justin siedział naprzeciwko mnie i ciągle na mnie patrzył nie zwracając uwagi na dwie przytulające się do niego dziewczyny. W końcu któryś z chłopaków wymyślił, że każdy pije po kolei i po wypiciu kieliszka musi kogoś pocałować.
Szybko podniosłam kieliszek i przechyliłam. Byłam już chyba tak pijana, że nie zastanawiałam się tylko pocałowałam Viniego, który siedział obok mnie. Pocałunek był zupełnie inny niż się spodziewałam. Vini mocno przyciągnął mnie do siebie i zaczął coraz intensywniej całować. Zupełnie nie wiem czemu mi to nie przeszkadzało. Gdy się od niego odsunęłam, wszyscy dalej pili i się całowali, zupełnie nie zwracając na nas uwagi. Mój wzrok zatrzymał się na Justinie, który patrzył na mnie ze złością. Odepchnął od siebie dziewczyny i zrobił krok w moją stronę. Spuściłam wzrok.
- jedziemy do domu ! - szarpnął mnie za rękę. Pożegnałam się z resztą, udawając, że nic się nie dzieje. Wyszliśmy przed budynek.
- Nie wrócę z tobą ! jesteś pijany!
- za to ty jesteś trzeźwa - jego głos stawał się coraz bardziej przerażający
- nie wyżywaj się na mnie za to, że masz zły dzień, nic ci nie zrobiłam - powiedziałam najspokojniej jak umiałam - Justin wziął głęboki oddech
- przepraszam - powiedział już spokojnie. Podszedł do mnie i lekko mnie przytulił- dzisiaj jest rocznica śmierci Avalony Routh, małej dziewczynki która była ciężko chora...
- wiem której- przerwałam mu - przykro mi
- pojedziesz do mnie. Scotter nie może cię zobaczyć w takim stanie. Napisze do niego
- okej
Justin dał mi swoją koszulkę, wykąpałam się i zeszłam do niego na dół. Robił kanapki w kuchni. Usiadłam na blacie i przyglądałam mu się. Była druga w nocy
- nie powinnam już jeść o tej godzinie - Chłopak nic nie odpowiedział tylko się zaśmiał
- proszę - podał mi jedną z kanapek - naprawdę przepraszam..
- daj spokój, nic się nie stało - uśmiechnęłam się - chyba powinniśmy iść spać.
- tak :) - Justin zgasił światła i weszliśmy na górę po ciemku. Przez szklane ściany wlatywało lekkie światło z zewnątrz.
- nie chce dzisiaj spać sam - powiedział cicho
----------------------------------
W końcu jest ten 1 rozdział !!! Długo nad nim pracowałam bo nie byłam pewna jak chce zacząć tą historię :) Liczę na wasze komentarze i że dobrze wam się będzie to czytało :*